Witam!
Dzisiaj we wszystkich wiadomościach informacje o skutkach wichur, gradobicia i burz w całym kraju. Na szczęście u mnie nic złego się nie wydarzyło. Za to moje samopoczucie cierpi bardzo, bo taka pogoda jest dla mnie okropna. Odczuwam wszystko totalnie, brak mi sił, cały dzień myślę tylko o spaniu, chociaż muszę coś tam zawsze zrobić to idzie mi opornie. Gdzieś o 15.30 położyłam się i spałam do 19.30.Wstałam i wcale lepiej się nie czuję. Obiecałam jednak, że napiszę posta o kolejnym dniu urlopu, więc dotrzymuję słowa.
Pojechaliśmy całą 20 osobową grupą do Starej Lubownej na Słowacji. Nieduże miasteczko, z niewielkim ryneczkiem, pełno na każdym kroku ludzi pochodzenia rumuńskiego, co bardzo rzucało się w oczy. Do zamku trzeba było jechać troszeczkę za miasto, ale warto było, zamek a właściwie to co z niego zostało jest imponujące i piękne. Zamek wzniesiony jest na wzgórzu, dochodzi się do niego piękną aleją wśród drzew, a widoki wokół są przepiękne, to trzeba zobaczyć samemu. Trafiliśmy akurat na pokazy sokolników słowackich. Orły, sokoły i sowa były głównymi aktorami widowiska. To piękne i szlachetne ptaki, przywiązane do swoich opiekunów. Widownia była bardzo zadowolona, akurat było sporo dzieci, które z zadowoleniem obserwowały wyczyny mądrych ptaków. Po obejrzeniu widowiska, zwiedziliśmy ruiny zamku i udaliśmy się w dalszą drogę do Czerwonego Klasztoru. Z tego miejsca widać dobrze Trzy Korony, polski szczyt w Pieninach. Miejscowość nazywa się tak, ale klasztoru czynnego tam nie ma, pozostały ruiny, które obejrzeliśmy i ruszyliśmy w dalszą drogę do Polski, przez Czorsztyn, Łącko, Stary Sącz, Piwniczną Zdrój, do hotelu. A oto kilka zdjęć z tej podróży.
Jak pisałam w poprzednim poście w sobotę odbyły się u nas w domu dożynki. Przyjechały nasze dzieci, chłopcy ze swoimi ukochanymi, był grill, posiedzieliśmy sobie, porozmawialiśmy, było miło i wesoło, każdy opowiadał swoje wrażenia z ostatnich dni, bo starzy syn Radek ze swoją dziewczyną Martą byli nad morzem, młodszy przyjechał z delegacji i też było co opowiadać, Anetka narzeczona Pawła skończyła praktyki studenckie i nie była u nas dwa tygodnie, a córka Monika też nie była dwa lub trzy tygodnie, moja radość była wielka, bo ja uwielbiam jak jesteśmy wszyscy razem. A oto zdjęcia z ostatnich godzin żniw na naszym polu, a na jednym zdjęciu nasz mały domek od strony pola. Mój mąż sam ciął, mamy taki mały 2m kombajn.
Dziękuję za wizyty u mnie na blogu, życzę miłej lektury i spokojnej nocy. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Obserwatorzy
wtorek, 7 sierpnia 2012
czwartek, 2 sierpnia 2012
Urlop w górach, cz. IV
Witam!
Mam dla Was kolejną porcję moich wspomnień z pobytu w górach, tylko zastanawiam się czy Was nie zanudzam, a to jeszcze nie koniec. Teraz pora na Wierchomlę Wielką i Wierchomlę Małą, pojechaliśmy tam, bo chcieliśmy przejechać się wyciągiem, ale niestety był nieczynny. Wszystko wyglądało jak wymarłe, dojechaliśmy do końca drogi i byliśmy zmuszeni zawrócić. Oczywiście widoki były piękne, ale po drodze zatrzymaliśmy się przy kościółku pw. św. Michała Archanioła, to była kiedyś cerkiew i jej widok zrekompensował nam rozczarowanie związane z wyciągiem. W kościółku nie wolno było robić zdjęć, więc tylko robiłam na zewnątrz, ikonostas i otoczenie kościółka. Wszystko było piękne i ciekawe. Stary prawosławny cmentarzyk i nowy katolicki. Ikony przeważnie po trzy w każdej kapliczce i metalowe bramki z II poł. XIXw. W związku z tym, że mieliśmy jeszcze sporo czasu postanowiliśmy pojechać do Piwnicznej Zdroju trochę pospacerować i na kawę z lodami. Przez Piwniczną przejeżdżaliśmy wiele razy, ale tylko dwa razy byliśmy tam specjalnie. W Piwnicznej znajduje się stara drewniana cysterna służąca jako zbiornik na zapasy wody. Stoi ona na środku ryneczku i jest bardzo malowniczym obiektem, ponieważ ustawiona nad nią daszek i starą pompę strażacką. A oto kilka zdjęć z tego etapu naszej podróży.
Na dzisiaj to wszystko, następnie opiszę wyjazd na Słowację i pokażę piękne widoki jakie ukazały się naszym oczom. Dziękuję za wszystkie odwiedziny a komentującym za miłe słowa. Następny post może ukazać się z małym poślizgiem, bo przyjeżdżają moje dzieci i mogę nie mieć czasu. W sobotę planuję też zrobić dożynki dla rodzinki, bo właśnie dzisiaj skończyliśmy żniwa, /huraaaaa/.
Miłego weekendu wszystkim blogowiczom życzę.
Mam dla Was kolejną porcję moich wspomnień z pobytu w górach, tylko zastanawiam się czy Was nie zanudzam, a to jeszcze nie koniec. Teraz pora na Wierchomlę Wielką i Wierchomlę Małą, pojechaliśmy tam, bo chcieliśmy przejechać się wyciągiem, ale niestety był nieczynny. Wszystko wyglądało jak wymarłe, dojechaliśmy do końca drogi i byliśmy zmuszeni zawrócić. Oczywiście widoki były piękne, ale po drodze zatrzymaliśmy się przy kościółku pw. św. Michała Archanioła, to była kiedyś cerkiew i jej widok zrekompensował nam rozczarowanie związane z wyciągiem. W kościółku nie wolno było robić zdjęć, więc tylko robiłam na zewnątrz, ikonostas i otoczenie kościółka. Wszystko było piękne i ciekawe. Stary prawosławny cmentarzyk i nowy katolicki. Ikony przeważnie po trzy w każdej kapliczce i metalowe bramki z II poł. XIXw. W związku z tym, że mieliśmy jeszcze sporo czasu postanowiliśmy pojechać do Piwnicznej Zdroju trochę pospacerować i na kawę z lodami. Przez Piwniczną przejeżdżaliśmy wiele razy, ale tylko dwa razy byliśmy tam specjalnie. W Piwnicznej znajduje się stara drewniana cysterna służąca jako zbiornik na zapasy wody. Stoi ona na środku ryneczku i jest bardzo malowniczym obiektem, ponieważ ustawiona nad nią daszek i starą pompę strażacką. A oto kilka zdjęć z tego etapu naszej podróży.
Na dzisiaj to wszystko, następnie opiszę wyjazd na Słowację i pokażę piękne widoki jakie ukazały się naszym oczom. Dziękuję za wszystkie odwiedziny a komentującym za miłe słowa. Następny post może ukazać się z małym poślizgiem, bo przyjeżdżają moje dzieci i mogę nie mieć czasu. W sobotę planuję też zrobić dożynki dla rodzinki, bo właśnie dzisiaj skończyliśmy żniwa, /huraaaaa/.
Miłego weekendu wszystkim blogowiczom życzę.
wtorek, 31 lipca 2012
Urlop w górach, cz. III
Witam!
Czas na kolejny etap mojego urlopu. Następnego dnia pojechaliśmy do Krynicy Zdrój, położonej na wschód od Piwnicznej Zdrój. Trasa jest piękna, droga kręta, to w dół to w górę, piękne górskie widoki. A Krynica urzeka od samego wjazdu. Drzewa, krzewy, kwiaty, wszystko pięknie wyeksponowane, ciekawie zaaranżowane kwietniki i gazony. Piękna olbrzymia sowa z roślin, łabędź majestatyczny-królewski ptak, cieszy oczy swoją urodą. Fontanna, a wokół niej odpoczywający turyści, bawiące się dzieci. Stare często drewniane budynki, pięknie pomalowane, zadbane, widać pracę miejscowych ludzi włożoną w to, żeby każdy gość wywiózł miłe wrażenia estetyczne z pobyty w Krynicy. No i chyba jedno z najważniejszych to znani na całym świecie dwaj Panowie sławiący od dziesięcioleci Krynicę Zdrój, to Jan Kiepura, mający od lat Festiwal swojego imienia oraz sławny na całym świecie malarz Nikifor Krynicki. Ich pomniki stoją dumnie w centrum miasta i każdemu przypominają jak Kiepura ukochał to miasto, a Nikifor tu się urodził, tu był chrzczony i żył oraz tworzył swoje proste, cudowne obrazy. Nad miastem góruje Parkowa Góra, na którą można wjechać kolejką szynową lub wejść pieszo. Na szczycie jest ogródek zabaw dla dzieci, karczma i stoiska z pamiątkami, ale przede wszystkim rozpościera się wspaniały widok na góry i miasto. Można bardzo przyjemnie spędzić tam czas. Powietrze jest tam czyste, przejrzyste. Kolejka trochę nas zawiodła, bo spodziewaliśmy się trochę dłuższej drogi i większych atrakcji, ale i tak było przepięknie. Jeśli ktoś ma okazję odwiedzić Krynicę Zdrój to polecam, warto.
Gdy ja i nasza towarzyszka podróży Dorotka,robiłyśmy zdjęcia, mój mąż czekając na nas odpoczywał w cieniu przy pięknej fontannie. Zostało jeszcze wiele miejsc do opisania i pokazania, ale to w następnych postach. Żniwa u nas trwają, tylko pogoda trochę przeszkadza, bo padają przelotne deszcze. Dziękuję za wizyty i komentarze wszystkim odwiedzającym.
Miłego wieczoru.
Czas na kolejny etap mojego urlopu. Następnego dnia pojechaliśmy do Krynicy Zdrój, położonej na wschód od Piwnicznej Zdrój. Trasa jest piękna, droga kręta, to w dół to w górę, piękne górskie widoki. A Krynica urzeka od samego wjazdu. Drzewa, krzewy, kwiaty, wszystko pięknie wyeksponowane, ciekawie zaaranżowane kwietniki i gazony. Piękna olbrzymia sowa z roślin, łabędź majestatyczny-królewski ptak, cieszy oczy swoją urodą. Fontanna, a wokół niej odpoczywający turyści, bawiące się dzieci. Stare często drewniane budynki, pięknie pomalowane, zadbane, widać pracę miejscowych ludzi włożoną w to, żeby każdy gość wywiózł miłe wrażenia estetyczne z pobyty w Krynicy. No i chyba jedno z najważniejszych to znani na całym świecie dwaj Panowie sławiący od dziesięcioleci Krynicę Zdrój, to Jan Kiepura, mający od lat Festiwal swojego imienia oraz sławny na całym świecie malarz Nikifor Krynicki. Ich pomniki stoją dumnie w centrum miasta i każdemu przypominają jak Kiepura ukochał to miasto, a Nikifor tu się urodził, tu był chrzczony i żył oraz tworzył swoje proste, cudowne obrazy. Nad miastem góruje Parkowa Góra, na którą można wjechać kolejką szynową lub wejść pieszo. Na szczycie jest ogródek zabaw dla dzieci, karczma i stoiska z pamiątkami, ale przede wszystkim rozpościera się wspaniały widok na góry i miasto. Można bardzo przyjemnie spędzić tam czas. Powietrze jest tam czyste, przejrzyste. Kolejka trochę nas zawiodła, bo spodziewaliśmy się trochę dłuższej drogi i większych atrakcji, ale i tak było przepięknie. Jeśli ktoś ma okazję odwiedzić Krynicę Zdrój to polecam, warto.
Gdy ja i nasza towarzyszka podróży Dorotka,robiłyśmy zdjęcia, mój mąż czekając na nas odpoczywał w cieniu przy pięknej fontannie. Zostało jeszcze wiele miejsc do opisania i pokazania, ale to w następnych postach. Żniwa u nas trwają, tylko pogoda trochę przeszkadza, bo padają przelotne deszcze. Dziękuję za wizyty i komentarze wszystkim odwiedzającym.
Miłego wieczoru.
sobota, 28 lipca 2012
Urlop w górach, cz. II
Witam!
Troszeczkę przeciągnęła się przerwa między I a II relacją z mojego urlopu. Otóż, popsuł mi się ponownie komputer, chyba trzeci raz w tym miesiącu, były kłopoty z internetem, no a teraz zaczęły się żniwa i muszę trochę czasu poświęcać zajęciom związanym ze żniwami. Mam chwilkę czasu, więc postanowiłam coś napisać, bo już się stęskniłam za moim blogiem i naszym środowiskiem. Wracając do mojego urlopu, kolejnym etapem naszego zwiedzania były okolice Jeziora Czorsztyńskiego. Wybraliśmy się na zwiedzanie po obiedzie, więc okazało się, że mamy mało czasu, zdecydowaliśmy więc, że pojedziemy do Czorsztyna, a jak zdążymy to i Niedzicy. Na miejscu w Czorsztynie zostaliśmy namówieni na rejs statkiem po jeziorze z dobiciem do brzegu w Niedzicy. Zdecydowaliśmy się na ten krok i skierowaliśmy się na przystań. Jakież było moje zdziwienie, gdy w pewnym momencie droga zaprowadziła nas przez las w dół. Ścieżka była tak podobna do jednej ze ścieżek w Jastrzębiej Górze, gdzie poprzedniego roku chodziłyśmy z Moniką podczas naszego wspólnego urlopu. Po prostu deja vu, było tak samo stromo i pięknie, widok lasu prawie identyczny, a na dole piękne jezioro zamiast morza. Gdy dotarliśmy do przystani zaczął padać deszczyk i zaczęło z daleka pobrzmiewać, zbliżała się burza. Popłynęliśmy jednak na drugą stronę jeziora do Niedzicy. Poszliśmy zobaczyć zamek. Oczywiście wrażeń było mnóstwo , zrobiłam wiele zdjęć i jak dotarliśmy do zamku to mnie nie starczyło sił i zdrowia, żeby obejrzeć cały zamek, musiałam zostać na dole i poczekać na moich towarzyszy, którzy poszli obejrzeć resztę. Moje małe serduszko trochę się sforsowało i nie dało mi zobaczyć zamku w całej okazałości, ale co widziałam to Wam pokazuję na poniższych zdjęciach. Wróciliśmy ostatnim rejsem statku do Czorsztyna i okazało się, że jest po 18 i tego dnia nie zwiedziliśmy ruin zamku w Czorsztynie, bo było już zamknięte. Postanowiliśmy, że przyjedziemy tu jeszcze, bo przecież musimy wejść na zamek. Wracając do hotelu spotkała nas tak wielka ulewa i gradobicie, że musieliśmy zatrzymać się, bo nie było wcale widać drogi , którą mieliśmy jechać. Przeczekaliśmy nawałnicę, jak jak tylko warunki nam pozwoliły wyruszyliśmy w dalszą drogę. Dotarliśmy do hotelu na kolację. Przeżyliśmy moc wrażeń, zobaczyliśmy piękne widoki, zabytki i wiele ciekawostek, zmęczeni udaliśmy się na spoczynek, żeby nabrać sił przed następnym dniem. Wybieraliśmy się na Słowację, na cały dzień, ale o tym w następnym poście. Zapraszam.
Dziękuję za wycieczkę i że zaglądacie do mnie. Wszystkich serdecznie pozdrawiam. Miłej niedzieli.
Troszeczkę przeciągnęła się przerwa między I a II relacją z mojego urlopu. Otóż, popsuł mi się ponownie komputer, chyba trzeci raz w tym miesiącu, były kłopoty z internetem, no a teraz zaczęły się żniwa i muszę trochę czasu poświęcać zajęciom związanym ze żniwami. Mam chwilkę czasu, więc postanowiłam coś napisać, bo już się stęskniłam za moim blogiem i naszym środowiskiem. Wracając do mojego urlopu, kolejnym etapem naszego zwiedzania były okolice Jeziora Czorsztyńskiego. Wybraliśmy się na zwiedzanie po obiedzie, więc okazało się, że mamy mało czasu, zdecydowaliśmy więc, że pojedziemy do Czorsztyna, a jak zdążymy to i Niedzicy. Na miejscu w Czorsztynie zostaliśmy namówieni na rejs statkiem po jeziorze z dobiciem do brzegu w Niedzicy. Zdecydowaliśmy się na ten krok i skierowaliśmy się na przystań. Jakież było moje zdziwienie, gdy w pewnym momencie droga zaprowadziła nas przez las w dół. Ścieżka była tak podobna do jednej ze ścieżek w Jastrzębiej Górze, gdzie poprzedniego roku chodziłyśmy z Moniką podczas naszego wspólnego urlopu. Po prostu deja vu, było tak samo stromo i pięknie, widok lasu prawie identyczny, a na dole piękne jezioro zamiast morza. Gdy dotarliśmy do przystani zaczął padać deszczyk i zaczęło z daleka pobrzmiewać, zbliżała się burza. Popłynęliśmy jednak na drugą stronę jeziora do Niedzicy. Poszliśmy zobaczyć zamek. Oczywiście wrażeń było mnóstwo , zrobiłam wiele zdjęć i jak dotarliśmy do zamku to mnie nie starczyło sił i zdrowia, żeby obejrzeć cały zamek, musiałam zostać na dole i poczekać na moich towarzyszy, którzy poszli obejrzeć resztę. Moje małe serduszko trochę się sforsowało i nie dało mi zobaczyć zamku w całej okazałości, ale co widziałam to Wam pokazuję na poniższych zdjęciach. Wróciliśmy ostatnim rejsem statku do Czorsztyna i okazało się, że jest po 18 i tego dnia nie zwiedziliśmy ruin zamku w Czorsztynie, bo było już zamknięte. Postanowiliśmy, że przyjedziemy tu jeszcze, bo przecież musimy wejść na zamek. Wracając do hotelu spotkała nas tak wielka ulewa i gradobicie, że musieliśmy zatrzymać się, bo nie było wcale widać drogi , którą mieliśmy jechać. Przeczekaliśmy nawałnicę, jak jak tylko warunki nam pozwoliły wyruszyliśmy w dalszą drogę. Dotarliśmy do hotelu na kolację. Przeżyliśmy moc wrażeń, zobaczyliśmy piękne widoki, zabytki i wiele ciekawostek, zmęczeni udaliśmy się na spoczynek, żeby nabrać sił przed następnym dniem. Wybieraliśmy się na Słowację, na cały dzień, ale o tym w następnym poście. Zapraszam.
![]() |
| Tym statkiem przepłynęliśmy przez Jezioro Czorsztyńskie |
![]() |
| Widok ze statku na ruiny zamku w Czorsztynie. |
![]() |
| Na piętrze statku, w dali widać zamek w Niedzicy. |
![]() |
| Pływały tam również gondole. |
![]() |
| Mojemu mężowi podobał się widok. |
![]() |
| Jezioro tętni życiem. |
![]() |
| Dopływamy do drugiego brzegu, a tam wita nas zamek. |
![]() |
| Ścieżka prowadząca do zamku. |
![]() |
| Ja dotarłam do tego miejsca. |
![]() |
| Wejście na taras widokowy. |
![]() |
| Tutaj, na tej ławeczce czekałam na męża i kuzynkę. |
![]() |
| Widok na tamę na jeziorze. |
![]() |
| Powozownia. |
Dziękuję za wycieczkę i że zaglądacie do mnie. Wszystkich serdecznie pozdrawiam. Miłej niedzieli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































































